Co roku zdarzają się przypadki nieodpowiedzialnego zachowania nad wodą. Podczas upalnego lata najchętniej wypoczywamy nad wodą. Niestety, często sami stwarzamy sytuacje, które zagrażają naszemu bezpieczeństwu.
Co roku podczas wakacji coraz więcej ludzi tonie w wodzie lub zostaje kalekami po nieudanym skoku na główkę. Nie pomagają ostrzeżenia, prośby, a nawet groźby.
- Na ogół ludzie, którzy przychodzą nad wodę, słuchają ratowników. Jednak są i tacy, którzy mają nas w nosie. Szczególnie, jeśli odwagi dodaje im alkohol - przyznaje Michał Matczak, ratownik z ośmioletnim stażem, który pracuje na plaży w Pieczyskach.
Rzeczywiście, na plaży na każdym kroku widać osoby chłodzące się alkoholem, które później wchodzą do wody. Takie zachowanie może się skończyć tragicznie. Pod wpływem promili przeceniamy nasze umiejętności, niektórzy stają się też agresywni. - Kilka tygodni temu doszło do niemiłej sytuacji. Na przystań podpłynęła grupa młodych, podpitych mężczyzn, którzy pływali tam, gdzie jest zakaz. Nie słuchali ostrzeżeń ratownika, którego jeden z nich zaatakował. Doszło do szarpaniny, w wyniku czego ratownik trafił do izby przyjęć, a mężczyzna do policyjnego radiowozu - opowiada Michał Matczak.
Na szczęście, takie sytuacje zdarzają się rzadko. Najczęściej ludzie wypływają zbyt daleko, ale na gwizdek ratownika szybko zawracają.
Sezon, który trwa w najlepsze, na razie jest dość spokojny. Na plaży w Pieczyskach nie zanotowano dotąd poważnych interwencji. Nad bezpieczeństwem wczasowiczów czuwa 4 ratowników, wyposażonych w apteczkę, deskę ortopedyczną, a nawet defibrylator. Patrole na Zalewie Koronowskim pełni też nowa łódź ratownicza. Jest wyposażona w l15-konny silnik mechaniczny i rozwija prędkość do 70 km na godzinę. Codziennie wykorzystywana jest do drobnych interwencji.
- Ta łódź to doskonała sprawa.
Dzięki niej możemy bardzo szybko dotrzeć do osób potrzebujących pomocy. Najczęściej są to sytuacje, gdy ktoś wyskoczył z łodzi czy kajaku do wody i nie potrafił się tam dostać ponownie. Zdarza się jednak, że topi się sprzęt pływający. Ostatnio tak było z rowerem, którym pływała kobieta w zaawansowanej ciąży. Gdyby nie nasza szybka reakcja, nie wiem, jak to by się skończyło - wspomina Adam Kamiński, ratownik, a zarazem sternik łodzi motorowej.
Może skończyć się tragicznie Pół biedy, jeśli na odpoczynek wybieramy strzeżone plaże. Często jednak kąpiemy się tam, gdzie ratowników nie ma. Wtedy zdani jesteśmy przede wszystkim na siebie. Niestety, często kończy się to tragicznie, tak jak dla dwóch młodych mężczyzn, którzy na początku lipca utopili się w pobliskim Jeziorze Wierzchucinieckim. Ich ciał płetwonurkowie szukali przez 4 godziny.
Źródło: Express Bydgoski, Autor: Andrzej Podrzyński,
|