 |
|
 |
| |
|
|
|
|
|
Dodał: Redakcja
|
|
piątek, 16 września 2011 08:02 |
Wspomnienia Marka Przybyłowicza o naszych lotnikach. Dziś porucznik Franciszek Pantkowski. - Panie poruczniku, za pięć minut Koronowo - głos w słuchawkach oderwał radiotelegrafistę od pracy. Zanim zdążył odpowiedzieć, dowódca powtórzył: - Franek, według moich obliczeń za pięć minut będziemy nad Koronowem, pomachaj ojcu!
Porucznik Pantkowski wyszedł ze swojej małej kajuty i wdrapał się do kabiny pilotów. Leciel bardzo nisko, żeby uniknąć wykrycia przez Niemców. Ziemia przesuwała się szybko pod nimi. To już piąty raz, lot do Polski ze zrzutem zaopatrzenia dla Armii Krajowej i trzech cichociemnych.
Młody radiotelegrafista wpatrywał się w ciemność. Zawsze tak robił, kiedy wracali. Miał szczęście, że ich trasa przebiegała akurat nad Koronowem. Oto nagle pojawiła się wstęga Brdy, jasno odbijająca światło księżyca. Tam gdzieś wśród drzew jest Okole i dom, w którym śpią o tej porze najbliżsi, i nawet do głowy im nie przyjdzie, że ich Franek, oficer polskiego lotnictwa, odznaczony czterokrotnie Krzyżem Walecznych, Virtutti Militari, brytyjskim Distinguished Flying Cross, jest tuż nad ich domem. Miasto było zaciemnione, ale wyraźnie odcinały się wieże trzech kościołów, zarys rynku i iskry z kominów porywane przez zimny, listopadowy już prawie wiatr. Kiedy obraz skrył się pod wielkim skrzydłem ich samolotu, porucznik oderwał się od okienka i zszedł na dół ogromnego czterosilnikowego halifaksa.
- Franek, na trasie szaleje burza magnetyczna, możemy mieć problemy - kapitan Mariusz Wodzicki podniósł głowę znad mapy. Porucznik Pantkowski uśmiechnął się do przyjaciela: tyle razy dawali radę, poradzą sobie i tym razem. Wrócił do swojego małego pomieszczenia z wielką radiostacją. Dostroił ją, ale wciąż przed oczami miał wieże kościoła w Koronowie, z którego wyjechał na studia lotnicze do Warszawy. Opuszczał Polskę jako młody podchorąży, potem Rumunia, Francja i Wielka Brytania. Szkolenie na strzelca i radiooperatora, intensywna nauka angielskiego, morderczy trening i wreszcie przydział do 301 Dywizjonu Bombowego Ziemi Pomorskiej. Bombardowanie niemieckich miast: Kolonia, Brema, Duisburg, Frankfurt, Osnabruck, Bielefeld, no i Berlin. Dwadzieścia osiem lotów, z których każdy mógł być ostatnim. Po zakończonej turze lotów porucznik Pantkowski został skierowany do ośrodka szkolenia dla radiotelegrafistów w Bramcote, ale bez walki wytrzymał tylko dwa miesiące. 14 maja 1942 roku zameldował się w Tempsford - najbardziej tajnym z lotnisk Churchilla. 30 listopada 1942 roku złożył swoje młode życie w ofierze ojczyźnie. Zginął w Norwegii w swoim czterdziestym czwartym locie. Miał zaledwie dwadzieścia cztery lata i całe życie przed sobą. W miejscu katastrofy znajdują się odciśnięte ślady śmigieł, u jej podnóża wciąż leżą szczątki samolotu.
W 1995 roku uroczyście odsłonięto tam tablicę pamiątkową w języku polskim i norweskim. W roku 2002 Bjorn Bratbak, człowiek bardzo zaangażowany w ujawnienie historii polskiego halifaksa, zapalił tam w rocznicę katastrofy znicz w imieniu rodziny Pantkowskich.
Źródło: Express Bydgoski, Autor: Marek Przybyłowicz |
Dodaj komentarz
|
|
|
|
 |
|
 |
|
|
 |
| |
Aktualności Koronowo.net.pl
|
|
|
|
 |
|
|
 |
| |
OSTATNIE KOMENTARZE
19.03.12 17:15 Pisał Jacol
12.03.12 09:34 Pisał Jan
11.03.12 19:09 Pisał mieszkaniec
10.03.12 20:03 Pisał Olo
19.02.12 18:17 Pisał piłkarz
|
|
|
|
 |
 |
| |
Katalog firm - ostatnie wpisy
|
|
|
|
 |
|
Komentarze
"Pomorska" nie była zainteresowana tym tematem, choć ten sam tekst przesłałem red.naczelnemu wiele tygodni temu i zostałem zignorowany.
Informujemy, że w wyniku pomyłki w przedruku z EB artykułu "Za 5 minut nad Koronowem" błędnie podaliśmy autora. Wpis został poprawiony. Autorem tekstu jet Marek Przybyłowicz.
Idąc za ciosem: nie mam z tego zadnych korzyści materialnych,gdyby zaproponowano mi honorarium autorskie przekazałbym je na biedne dzieci.
Pani Karwat była jedyną, która zainteresowla się.
Szanowni Państwo!
Spieszę wyjaśnić, że otrzymałem długiego i wyczerpującego maila od p. Karwat, w którym wyjaśniła całe nieporozumienie, bo o to właśnie chodzi.P.Karwat jest podpisana, jako osoba, która OPRACOWAŁA tekst, autorem jestem ja.Nieporozumienie powstało podczas kopiowania artykułu do portalu internetowego Koronowa, gdzie kopista z własnej inicjatywy podpisał p. Karwat jako autorkę.
Boli mnie jednak co innego- wersja internetowa, czyli portal Koronowa wyciął ogromną część artykułu, zaburzając tym samym kompozycję, spójność tekstu, a przede wszystkim wyrzucając wiele faktów i wiadomości, do których dotarcie nie było łatwe, a które to fakty nigdy nie były jeszcze publikowane w Polsce. To także szacunek autora dla swojego czytelnika,niestety, nie miałem w tym wypadku na to wpływu.
Szanowni Państwo!
Mam nadzieję, ze nie okrojony tekst ukazał się w piątkowym Ekspressie, do którego zapraszam wraz z panią Karwat już w najbliższe dwa piątki. Będą tam przedstawione sylwetki pozostałych lotników: sgt. Zygmunta Kleina i kpr. Benedykta Mielczyńskiego.
Zapraszam serdecznie i życzę miłej lektury!
Marek Przybyłowicz
A ja wierzę w Boga, ale zawsze chcę znać, jaki kościół ogłasza i kto czyta kazanie, bo zło jest wszędzie.
ha ha to ty jakiś tępy jesteś..sam nie potrafisz ocenić czy treśc zawiera dobro?? nie odróżniasz dobra od zła..tępota niesamowita!
Jest Pan lub Pani przykładem, że diabeł nie jedno ma imię.
Zobacz, You tube- Szokujące kazanie Księdza. On mówi jak ty!